Historia al’a „Fakt”… ino prawdziwa.
___
Do tej pory czarne koty tylko przebiegały drogę przynosząc pecha, ale historia która toczy się na jednej z ulic Białegostoku pokazuje, że te bestie są zdolne do wszystkiego.
- Zaczęło się od przedziurawienia basenu – mówi Aneta (l.36), matka dwójki dzieci. Basen, to znaczy taki dmuchany, chiński z Biedronki. Przez zimę trzymaliśmy w mieszkaniu na dole. Ono puste stoi – tłumaczy Aneta rozglądając się na boki – Więc my tam różne nasze rzeczy składowaliśmy. Z początkiem lata, gdy synek chciał się wykąpać, poraził mnie widok pozbawionego powietrza smętnego baseniku. Wiedziałam, że to na pewno kot sąsiadów zniszczył, bo on tam przebywał bardzo często. Nasz dmuchany basen stał tam luzem, tak wie pan, na różnych innych rzeczach, bo po co roboty sobie dodawać i powietrze spuszczać… Bez sensu, nie? Może i niektóre przedmioty były ostre, ale jednego jestem pewna: na baseniku widać było wyraźnie pazury tego czarnego kota! – relacjonuje kobieta – Ale co ja miałam zrobić, byłam bezsilna, musiałam kupić dziecku nowy basen.
Od tego zaczęła się gehenna rodziny X. Nieodpowiedzialni sąsiedzi ciągle puszczają bestię luzem, a horror trwa.
- Piłkę porwał moim dzieciom! Piłka nożna była wprawdzie uszkodzona, leciwa, balon wystawał z poszycia, ale ja przysięgam! Widziałam jak ten kot skoczył i pazurami ostrymi przedziurawił piłkę właśnie tam gdzie ten balon! O tu! – pani Aneta wyjmuje piłkę z kosza i wskazuje ziejącą dziurę – Przecież to straszne.
Szukamy tego okrutnego i dramatycznie niebezpiecznego kocura, ale jest biały dzień, więc zwierzę pewnie gdzieś śpi i czyha by po zmroku nadal bezkarnie terroryzować okolicę… Drogę przebiega nam czarna kotka, jednak dzwoneczek na szyi oznacza udomowienie.
- Ja mam dzieci – płacze pani Aneta – one ostatnio widziały jak ten kot leżał na moim samochodzie. Porysował go! Tymi pazurzyskami się wpił schodząc i zostawił rysy. Mój samochód przetrwał już kolizję z TIR-em, trochę ma tu i ówdzie wgniecenia, zarysowania też, ale ten kot to go doprawił że wstyd na rodzinną wioskę jechać…
- A może właśnie kot tak skoczył, stąd to wgniecenie? – pytamy.
- Wie pan, to też mogło tak być. Ten kot masywny jest, nie to co kury które normalnie chodzą i nic. A samochód po tym zderzeniu z TIR-em był malowany, klepany i po remoncie generalnym. Dwieście złotych zapłaciłam za resory, ubezpieczenia podbić mi nie chcieli i dodatkowa opłata była! – pani Aneta nie kryje oburzenia.
- Ten kot to jakiś chory jest. Wczoraj już próbował wskoczyć do basenu z wodą, tego nowego, co ja dziecku kupić musiałam. A Mariusza (konkubenta, przyp. red.) BMW też jest w okolicach bagażnika poobdzierane z farby.
Oglądamy pojazd, rocznik ok. ’86 lub starszy. Rzeczywiście, na karoserii w wielu miejscach dostrzegamy zadrapania niebywałe w przypadku tej serii i krótkiego jeszcze przecież okresu eksploatacji.
Próbujemy skontaktować się z właścicielką zwierzęcia, Kingą (l. 27). Pukamy, drzwi otwiera nam niewysoka brunetka, jak się okazuje, z zawodu wróżka.
- Czy widziała pani zdjęcia czarnego kota wykonane przez Anetę?
- Jakie? Te na których mój Filipek… – pyta zdumiona Kinga C.
- Tak, on na dachu leży i snuje plan porysowania karoserii mojego samochodu! – wtrąca pani Aneta – Przecież to widać że coś knuje!
Pani Aneta nerwowo wyciąga aparat fotograficzny, pokazuje ekran na którym widnieje obraz czarnego kocura bezczelnie leżącego na dachu samochodu. Właścicielka kota odmawia dalszego komentarza. Zza jej nogi wychyla się czarny łeb, zwierzę ostrzegawczym prychnięciem demonstruje niezadowolenie z naszej wizyty. Nie mamy wątpliwości, że jest agresywnie usposobione i wycofujemy się, ponieważ ten rozwój wypadków może przerodzić się w dramat.
- Czuję się zaszczuta i terroryzowana. Pójdę na udry*, ten Kot rujnuje mi życie! Kot wróżki, czarny kot, nie może być typowym kotem. Kinga C. i jej partner Piotr D.? Mój Boże, jacy oni nienormalni! Ciągle słyszę jak się śmieją do rozpuku, ten rechot niesie się na pół osiedla. Na pewno ze mnie i mojej krzywdy im tak wesoło! Nigdy na nic nie narzekają, jak to możliwe że zawsze są uśmiechnięci i nieludzko zadowoleni? Czysta patologia proszę pana!
*) Słownik SJP: w potocznym zwrocie „iść, pójść z kimś na udry” – zrobić coś komuś na przekór, kłócić się, czynić złośliwości
____
Oczywiście pozdrawiam Sz. P. Sąsiadów…
Filipek też pozdrawia. Zapowiedział, że teraz też pójdzie na udry i będzie ogryzał opony w rowerach.


Kingo, mam wrażenie, że trafiłaś w sedno ważnej sprawy jesli chodzi o sąsiadów… Hahahaha, świetne!
))
Pozdrawiam Filipka, na moim samochodzie mógły lezeć do woli
Przedstawiłam sytuację w zabawnej faktowatej formie, bo jak by nie patrzeć, nie kot jest problemem. Dziwne pretensje usłyszałam naprawdę – Filip zbój rzekomo zepsuł ten basenik który walał się przez ponad 8 miesięcy niezabezpieczony wśród różnych gratów, przebił jakąś podartą już piłkę nożną i drapie samochody… Nie wiem co tam jeszcze zmaluje, ale skoro mają być złośliwe udry spodziewam się prawdziwego bestialstwa i nowych wstrząsających aktów wandalizmu.
Ech… Prawdziwy problem dla tych ludzi stanowi nasze patologiczne zadowolenie z życia i chory optymizm. Zimą nie jest nam zimno i nie narzekamy, latem też sobie radzimy i nie ma powodów płaczu że upał. Rachunki nigdy nie są za wysokie, czynsz ok, praca fajna.
Nie ma o czym z nami gadać, wszystko nam się tu podoba! Jesteśmy nienormalni!
Na pytanie „co słychać” zawsze jest uśmiech i „wszystko dobrze!”.
Obejrzałam sobie dziś dla rozluźnienia.
Klasyka to dobre słowo. 
Arcy dobry jest też skecz z ukamienowaniem:
„She! She! She… He! He!!!”
:):) Cały „Żywot Briana” to majstersztyk! Wychowałem się na tym humorze i jak do tej pory nic nie jest w stanie temu dorównać
No może ewentualnie serial „Black Adder” z Atkinsonem, choć już nieco inny klimat, ale wciąż „angielski”.
http://www.youtube.com/watch?v=hZDe8BOjex8
Myślałam że mój kot jest dziwny.
Urocze
Najbardziej podoba mi się BARDZO WAŻNA informacja na żółtym tle okraszona zdjęciem psa!
A poniżej – króciutka opowieść o Kamieniu z Galveston, wycięta z jednego odcinka serialu „Black Adder”. W pierwszym linku jest sama scenka po angielsku, w kolejnych linkach już z polskim lektorem (cały odcinek w czterech częściach) – ale scenka z kamieniem znalazła się przecięta – na końcu 1 oraz na początku 2 części. Zachęcam do obejrzenia całości w wolnej chwili…
http://www.youtube.com/watch?v=kHWF50pXkEw
http://www.youtube.com/watch?v=gAFis5EppUM
http://www.youtube.com/watch?v=jzEIC2ld5xs
http://www.youtube.com/watch?v=SErHhiGeWJw
http://www.youtube.com/watch?v=xiKdnPPB5Ik
Heja. Przepraszam, że ja nie na temat, ale gryzie mnie jedna kwestia – skąd najbardziej opłaca się brać teksty na bloga, którego głównym zdaniem ma być zarabianie ?Podejrzewam, że teksty na tym blogu są pisane ręcznie. Nie jestem pewien czy w moim przypadku się to będzie kalkulować ?
Tak, ja piszę swoje własne teksty. Działam w programie partnerskim, a że pp jest księgarniowy, więc są to głównie recenzje i opinie o książkach, które miałam okazję bliżej poznać.
W przypadku bloga, który ma przede wszystkim zarabiać, teoretycznie treść można brać z sieci, na przykład tłumacząc artykuły. Roboty jest tak czy owak sporo.
Najbardziej opłacalne jest jednak pisanie swoich tekstów, bo wyszukiwarki zdecydowanie wolą unikalną treść.