Do tego wpisu zainspirowały mnie wykłady pana Listkiewicza, które obejrzeć można na Youtube (linki będą niżej). Choć nie tylko one, bo bądź co bądź zetknęłam się raz i drugi z przedstawicielami środowiska wegetarian. Przyznam bez bicia, że większość z tych bliskich spotkań zaliczam do interesujących, acz sami wegetarianie potrafią wkurzyć, ponieważ najczęściej nie specjalnie da się z nimi porozmawiać – swój styl życia traktują jako jedyną słuszną ścieżkę i prawdę objawioną, poza którą nie istnieje nic innego, natomiast ludzie którzy nie podążają tą ścieżką są w ich mniemaniu gorsi. Mniej oświeceni. Popełniają karmiczne przestępstwa. I zasługują na traktowanie z góry, bo są podłymi mordercami i głupcami, co to nie pojmują najoczywistszego przykazania „nie zabijaj”.
Od razu uprzedzam, że pan Listkiewicz raczej nie zalicza się do tych właśnie wegetarian, po prostu obejrzawszy jego wykłady o karmie (bardzo dobrych z resztą!), w których poruszony został temat wegetarianizmu, po raz kolejny zastanowiłam się nad sensem „Nie zabijaj”, jako motywu przewodniego niejedzenia mięsa.
Nie przekonali mnie wegetarianie nawracacze uważający się za bardziej uduchowionych, nie przekonał mnie pan Listkiewicz. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu. Wegetarianie też zabijają bezbronne istoty, tylko te istoty akurat nie mają futra ani piórek, no i ich cierpienia nie widać gołym okiem. Rośliny żyją, cierpią i umierają w ciszy.
Kompletnie nie kupuję wytłumaczenia, dlaczego zjadanie zwierząt ma być większym przestępstwem, niż zabijanie i zjadanie roślin. Wg. wegetarian, podobno zwierzęta są duszami mniej rozwiniętymi niż my, a rośliny w tej hierarchii znajdują się najniżej i to sprawia, że zabijanie ich nie obciąża nas karmicznie. Zaraz, zaraz… ale kto i na jakiej podstawie nadał takąż „skalę”, porównał i ocenił ważność dusz? Czy to nie jest coś w rodzaju duchowego rasizmu?
Nie mam nic do wegetarianizmu jako takiego, każdy człowiek ma prawo żyć jak chce i dokonywać wyborów żywieniowych wedle własnych potrzeb, zarówno fizycznych, jak i duchowych. Po prostu nie przekonuje mnie i nawet zraża system, który mieni się duchową ścieżką, a który w nieuprawniony sposób selekcjonuje dusze stworzeń na lepsze i gorsze. Zaczyna się od stwierdzenia, że rośliny należą do gorszego sortu, a kończy na tym, że ludzie jedzący mięso, w oczach wegetarianina również stają się tymi gorszymi, bo jedzą trupy i są duchowo nieczyści.
Wegetarianizm tak jak wiele innych ścieżek, bez wątpienia może wspomóc rozwój duchowy. Nie wspomaga go na pewno, jeśli staje się zabawką Ego i prowadzi do dokonywania niezdrowych ocen, wartościowania, pogardy. Bo czy człowiek, będący pełen współczucia dla zwierząt, jednocześnie gardząc swoim bratem i innymi stworzeniami, jest tak bardzo duchowo przebudzony? Bullshit.
Znam wegetarian którzy są bardzo mądrymi i ciepłymi ludźmi. Przekonałam się jednak, że wegetarianizm sam z siebie absolutnie nie prowadzi do wzrostu świadomości, inaczej nie byłoby wśród jaroszy aż tylu zacietrzewionych duchowych rasistów, miotających epitetami (trupojady! mordercy!), oraz próbujących na każdym kroku udowodnić że są lepsi od reszty świata.
***
Czas na wykłady pana Listkiewicza. Tu akurat filmik a propos wegetarianizmu, z którego twierdzeniami się nie zgadzam, ale gorąco polecam zapoznać się ze wszystkimi częściami z serii „Reinkarnacja” (link do cz. 1, reszta będzie w powiązanych: http://www.youtube.com/watch?v=Beom5bZO7lQ&feature=relmfu)

Kingo, pokaż mi zwierzę bez centralnego układu nerwowego, wtedy znów stanę się mięsożercą. Nauka udowodniła, że rośliny nic nie czują więc Twoje dywagacje o życiu i umieraniu roślin są sporym nadużyciem.
Człowiek z natury jest roślinożercą i powinien dostarczać organizmowi składników odżywczych pochodzących z owoców i warzyw. Filtrowanie ich przez ciała udręczonych zwierząt nie jest mądre ani humanitarne. Mamy XXI wiek, czasy średniowiecza są już dawno za nami.
Witam!
Jeśli coś nie ma centralnego układu nerwowego, to nie znaczy że niczego nie czuje. Co do roślin myli się pan bardzo, okazuje się że one czują i rozumieją co się wokół nich dzieje.
I nauka to udowodniła. Były przeprowadzane takie badania (nie jedyne), proszę poczytać: http://wolnemedia.net/nauka/rosliny-mysla-i-czuja/
http://prawda2.info/viewtopic.php?t=10614
„Człowiek z natury jest roślinożercą i powinien dostarczać organizmowi składników odżywczych pochodzących z owoców i warzyw.”
Zawsze rozdziawiam buzię i pytam się, kto tak stwierdził? (nie licząc wegetarian of course)
Fakty są takie, że jeżeli człowiek w ogóle nie powinien czegoś jeść, to natura w swej mądrości zadbała o to, by mu to natychmiast szkodziło, albo po prostu mu nie smakowało.
To że obecnie mięso zwierząt często jest energetycznie nieciekawe (przesiąknięte cierpieniem, lękiem, bólem…), to osobna sprawa. To że wiele zwierząt cierpi i umiera bez sensu, ponieważ wytwarza się zbyt wiele produktów spożywczych, które po prostu się marnują, to też inna sprawa…
Tego wszystkiego jestem całkowicie świadoma.
Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy jeść mięsa w ogóle. Aby zachować duchową higienę, nie powinno się marnować jedzenia, a więc kupować więcej niż jesteśmy w stanie zjeść (jeśli już zdarzy się, że coś się zepsuje, są przecież stworzenia dla których to ciągle będzie uczta). Poza tym trzeba być wdzięcznym dla zwierząt, które oddały życie. Dawniej myśliwi po udanym polowaniu zawsze modlili się, przepraszali swoje ofiary i dziękowali im – nie przypadkiem. Dziś ludzie traktują jedzenie przedmiotowo, z duchowego punktu widzenia to jest problem.
Nie ważne, czy człowiek będzie jadł sałatę, czy może kotleta, jeśli nie ma szacunku do stworzeń i pokarmu którego mu dostarczyły.