Pod wpisem AMA – pytania do wróżki rozpoczął się ciekawy wątek, dla którego (jako że nie koniecznie ma związek z charakterem AMA, a jest ciekawy), przyda się oddzielny wpis.
Dla porządku. Wojtek zapytał o przyszłość UE i obecną sytuację Europy:
Kingo, a co myślisz o obecnej sytuacji w Europie? Czy to wszystko wg Ciebie zaraz się ostatecznie „rozsypie”? Wszystko idzie również zgodnie z wizjami jasnowidza K. Jackowskiego – kryzys ekonomiczny w UE, spadki na giełdach, państwa mające problemy ze swoimi długami, aż po upadek euro i rozpad Unii – co wcale nie musi być (nie jest) odległe.
Nie byłabym taka pewna, że UE się rozsypie. Myślę że kryzys w Grecji i cała reszta, są celowo przeprowadzane, po to by np. zmienić kształt obecnej wspólnoty i wprowadzić coś, na co ludzie w normalnych warunkach nigdy by się nie zgodzili.
Ważne wydarzenia o ogólnoświatowym zasięgu zmieniające rzeczywistość społeczeństw, odbywają się według wzoru: problem – reakcja – rozwiązanie. Polega to mniej więcej na tym, że najpierw rządzący doprowadzają do jakiegoś skrajnego problemu – ataku terrorystów, kryzysu ekonomicznego, zamieszek. Ludzie zwykli w takich razach reagować oczekując od rządzących: „Zróbcie coś z tym, po to was wybraliśmy!”. Wtedy rządzący usłużnie „robią”, to znaczy dają rozwiązanie, które od początku chcieli dać, tyle że bez poważnego kryzysu ludzie takiej opcji by nie przyjęli.
Dobrze to widać choćby na przykładzie wojny w Iraku. Rządzący mieli ochotę dobrać się do Iraku z powodów ekonomicznych, byli również zdecydowani ograniczyć normalne swobody obywatelom USA (od kwestii posiadania broni, po możliwość inwigilacji a nawet aresztowania każdego kogo zechcą). Gdyby nie 11.09 społeczeństwo nie zgodziłoby się ani na rozpoczęcie wojny, a tym bardziej przecież na rezygnację ze swoich konstytucyjnych praw.
Na naszym rodzimym polskim podwórku schemat jest taki sam. Najpierw nakręca się „problem”. Ostatnio na przykład wyraźnie skupiają się na podsyceniu niepokojów społecznych i wywołaniu skrajnych napięć: mamy poważne demonstracje, gdzie wyraźnie uwidacznia się iż ktoś dba by eskalować „wojnę”, choćby poprzez podstawianie „kontrmanifestacji” i bojówek z pałkami. Ewidentnie jedna strona jest napuszczana na drugą i odwrotnie. Im bardziej próbują niektórych kneblować, tym mocniej ci krzyczą.
Sądzę że ostatecznym celem operacji jest po pierwsze uniemożliwienie społeczeństwu buntowania się, poprzez wprowadzenie prawnych obostrzeń i ograniczeń prawa do zgromadzeń; po drugie znacznej cenzury (o tej planowanej internetowej już sporo się mówi, bardzo wyraźnie widać że rządzącym na niej zależy). W każdym razie, rządzący teraz podsycają zadymy i manipulują, a gdy zrobi się naprawdę bardzo gorąco, zadbają by wzbudzić w ludziach przekonanie, że dla dobra wszystkich należy tę sytuację bezwzględnie przerwać. Dostaną od społeczeństwa mandat, na działania które nie mieszczą się w zasadach demokracji, prawach, nie mówiąc już o konstytucji (dobry przykład: walka Donka z dopalaczami).
Uniemożliwienie Polakom publicznego wyrażania swojego niezadowolenia – od prawa do demonstracji do wolności słowa w internecie – niechybnie przyda się w następnych latach, kiedy będą miały miejsce bolesne przetasowania w UE, kryzysy, czy nawet (co realne), kiedy Polska ekonomicznie podzieli los Grecji.
Nie wydaje mi się, że nasi politycy sami z siebie prowadzą tę grę – to wygląda raczej na element większej układanki.
Odpowiadając na pytanie, czy UE się rozpadnie – wydaje mi się, że rozpad nawet jeśli nastąpi będzie pozorny, a docelowo UE sklei się w jeden megaorganizm. Dziś każdy z krajów pozostaje suwerennym państwem – w przyszłości prawdopodobnie UE będzie jak jeden kraj, coś na kształt Rosji z czasów ZSRR, obecnej Australii albo nawet USA. Potęga gospodarczo-ekonomiczna tego ostatniego nie miałaby miejsca, gdyby każdy ze stanów był oddzielnym państwem.
W UE będzie jeden rząd, jedna stolica, jedna waluta, jedna konstytucja. Poszczególne regiony (dawniej kraje), będą funkcjonowały dokładnie tak (lub bardzo podobnie!) jak stany Ameryki czy Australii.
Nie da się tego wszystkiego wprowadzić ot tak, bo najpierw poszczególne narody musiałyby jakoś zrzec się swojej odrębności i tożsamości… Ale jedną z podstawowych potrzeb człowieka jako jednostki, jest mieć co jeść, a nie być Polakiem, czy Czechem. Piramida Masłowa dobrze wyjaśnia czego możemy oczekiwać: http://pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
Kryzys gospodarczy uderza w jednostki: ludzie tracą pracę, nie mają co włożyć do gara i tak dalej. Nie trudno się domyślić, że gdy nie będą zaspokojone podstawowe potrzeby, w takich warunkach ludzie będą w stanie machnąć ręką na kraj, stolicę, własny rząd, byle tylko znów móc żyć. Mieć co jeść (podstawa piramidy: potrzeby fizjologiczne), mieć dom i funkcjonować w bezpiecznym środowisku (potrzeby zw. z bezpieczeństwem).
I to jest klucz, do odpowiedzi na pytanie, jak mogą zmusić Polaków, Francuzów, Czechów, Włochów i resztę, do przyklaśnięcia pomysłowi by jako narody zrezygnowały ze swojej suwerenności i zechciały stać się jednym meganarodem.
Wracając teraz na polskie podwórko, zwróćmy uwagę, w jaki sposób ostatnio obrabia się temat patriotyzmu i zdrowych wartości jakie się pod nim kryją. Dzięki różnym akcjom medialnym i posunięciom rządu, patriotyzmowi dosłownie dorabia się gębę nienawistnego nacjonalizmu i faszyzmu, przy jednoczesnym promowaniu pięknej i wspaniałej europejskości. Zohydzają Polakom bycie Polakami. Co rusz ktoś stwierdza jaka ta nasza historia jest nieprzyszłościowa, smutna, i że należy o niej zapomnieć. Przecież to są działania przygotowawcze. Umysłom w których zakorzeni się myśl przewodnią „polskość to nienormalność”, łatwiej będzie w pewnym momencie przyjąć nową tożsamość i bez szemrania podążyć za trendem stania się obywatelem nowego Państwa Europejskiego. Oczywiście trudno oczekiwać, że wydarzy się to w ciągu najbliższych kilku lat – najpierw oni muszą wychować sobie nowych obywateli, którzy będą myśleli w odpowiedni sposób. Są blisko. Każde kolejne młode pokolenie jest coraz dalsze od tradycyjnych wartości, postrzega świat inaczej i na więcej szkodliwych rzeczy jest otwarte, byle były w ładnym opakowaniu. Niemniej Polska pod względem „wychowania po nowemu”, na tle młodzieży z Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji, na pewno nadal jest sporo w tyle. Niepokojące jest tylko, że nasza młodzież ma zaszczepiony kompleks niższości, przez co stosunkowo łatwo kupuje hasła, które bazują na dołączeniu do grona tych lepszych, zacniejszych i bardziej cywilizowanych Europejczyków. Może jednak nie wiele brakuje…


Witaj, Kingo!
Powyżej świetnie opisałaś całe te mechanizmy, które są oczywiście nieprzypadkowe i „do czegoś” prowadzą. Do czego – tego zdecydowana większość ludzi – niestety – nie wie, czy nawet w najmniejszym stopniu nie podejrzewałaby. „Prawda jest o wiele dziwniejsza od fikcji…” W naszej rzeczywistości najczęściej nie do uwierzenia – choć oczywiście każdy ma do niej dostęp – wystarczy tego chcieć, nie trzeba ślepo w cokolwiek „wierzyć” – wystarczy być uważnym, obserwować, zgłębiać pewne rzeczy – a wszystko jest wtedy takie dostrzegalne, czytelne… Szkoda, że tak wiele osób wkoło nie ma pojęcia, w jakim „matriksie” żyjemy…
Czy to już ostatnia odsłona „kryzysu” przed tym, gdy powstanie docelowo „super-unia”? Bankrutujące państwa i załamywanie się systemu ekonomicznego (planowe) to już nie przelewki i faktycznie świetny pretekst do wprowadzania kolejnych etapów „nowego porządku”. Wszystko przeprowadzane stopniowo – ale już bliżej, jak dalej… O wiele bliżej… Coraz bardziej się to wszystko rozkręca… „Ciemny lud to kupi” – jak trafnie kiedyś powiedział jeden z polityków… Sterują „kryzysami” jak chcą, sterują wszystkim, czym chcą i poprzez wszystko – czy to akty „terrorystyczne” (gdzie np. tym „terrorystą” jest państwo), wojny, czy cała masa innych różnych narzędzi… A nasz kraj…? 10-ty kwietnia to jeden z takich aktów terrorystycznych na Polsce… Pokazało to – niestety – naszą wielką słabość i osamotnienie…
Pozdrawiam
Nie wiadomo jak długo to wszystko jeszcze potrwa. Na pewno sporo jest do zrobienia – kryzysy póki co bardziej pełnią funkcję straszaka, niż autentycznie zagrażają naszemu bytowi.
Z jednej strony zapewne dałoby się sprawę przyspieszyć poprzez autentyczną wojnę, ale też zrobienie zadymy na miarę II WŚ nie koniecznie wpisuje się w dzisiejszą politykę i cele rządzących. Od wielu dekad próbują osiągnąć to, co chciał zrobić Hitler, tyle że bez rozlewu krwi, a przy pomocy manipulacji i propagandy. Nie sądzę że nagle by postanowili zrezygnować z wielu lat pracy.
Ciekawi mnie w jaki sposób zostanie wykorzystany rozsławiony 2012 rok – bez wątpienia data ta została celowo wtłoczona do zbiorowej świadomości jako niezwykła, groźna i mogąca przynieść „koniec świata”. Od kilku lat stale się ją wałkuje, pewnie nie bez powodu.
Nawet jeśli to nie inżynierowie „nowego porządku” maczali palce w powstaniu pierwotnej „przepowiedni”, raczej mają sporo wspólnego z tym, jaki obecnie ma wydźwięk.
Nawet jeśli nie będzie prawdziwego „końca świata”, nikt nie będzie zaskoczony jeśli nastąpią inne wstrząsające wydarzenia. W dodatku ludzie będą mniej skłonni winić za nie rząd czy domagać się głów, bo podświadomie uważają że to rok 2012 jest feralny…
Nasz 10.04 na pewno nie był przypadkiem. Zostawiając już samo rozbicie się samolotu, wszystko co nastąpiło później stanowi bardzo interesujący materiał. W pierwszym odruchu Polacy doznali przebudzenia i uświadomili sobie, jak bardzo robili ich w konia, budując nieprawdziwy wizerunek polskiej rzeczywistości. Spadła zasłona. W ciągu następnych tygodni poprzez różne draki – od akcji z Wawelem poprzez wybory prezydenckie, akcję z krzyżem – została zamontowana zasłona w wersji 2.0, znacznie grubsza.
Ta część społeczeństwa, która wcześniej funkcjonowała w mitach tworzonych przez media, a tuż po 10.04 w zdrowym ludzkim odruchu obudziła się ze snu, doznała głębokiego dysonansu poznawczego. Człowiek doświadczając dysonansu poznawczego, aby zachować komfort psychiczny, może w takiej sytuacji zrobić jedną z trzech rzeczy:
1) Zmienić stare przekonanie będące w kolizji z zaistniałymi faktami; w tym wypadku przyjąć do wiadomości, że jednak było się robionym w konia, lub po prostu odrzucić fakty.
2) Przeformułować znaczenia jednego z elementów, które są ze sobą niezgodne. Np. stwierdzając że „nie tylko media manipulują, Kaczory też ciągle kłamią”
3) Dodać nowy element poznawczy, którego zadaniem jest zredukowanie sprzeczności między dotychczasowymi elementami. Czyli „przebudzony” może twierdzić, że stało się źle, zginęło tyle ludzi… ale odtąd Polska będzie bardziej lubiana.
Aby zniwelować w ludziach efekt jaki wywołał 10.04 wszystkie trzy sposoby były wykorzystywane.
Mieliśmy zaprzeczanie faktom – od rana do wieczora powtarzano rzeczy niezgodne z prawdą (m.in. Tu-154 nagle stał się samolotem prezydenckim; wizyta w Katyniu była prywatna; wszyscy pochowani na Wawelu to zasłużeni bohaterowie; polscy piloci to ciamajdy etc).
W trakcie kampanii prezydenckiej mocno uwidocznił się sposób nr. 2 – zaczęto negować „zmianę” jakiej doświadczył Kaczyński i robić z niego manipulatora. Celowo napisałam „zmianę” w cudzysłowie, bo to był medialno-polityczny stworek, którego te same osoby powołały do życia i te same ukatrupiły w blasku fleszy. Najpierw mówiono, że Kaczyński się zmienił, ocieplił swój wizerunek, jest taki dobry – ach – widocznie coś zrozumiał po śmierci brata! Następnie był odwrót o 180 stopni: te same usta krzyczały: nieprawda, nie zmienił się, jest taki sam, to cynik, kłamczuch, obłudny potwór grający trumnami! (Mamy wyraźną przeciwwagę redukującą dysonans: media może i kłamały, ale Kaczyński też stale oszukuje, nie można wierzyć w to co mówi o Smoleńsku).
Trzeci sposób redukowania, polegający na dodawaniu nowych elementów które równoważą: różne pomniejsze hasła powtarzane przy różnych okolicznościach. „Trzeba żyć dalej; w wypadkach ginie więcej osób; nikt na tym nie skorzystał bo Kaczyńskiego by nie wybrano…” i tak dalej.
Zauważyłam taką prawidłowość: ludzie którzy obudzili się, a następnie skorzystali z podsuwanych gotowych rozwiązań do redukcji dysonansu, dziś śpią jeszcze głębiej niż spali wcześniej.
W jaki sposób całość wpisuje się w scenariusz ogólnoeuropejskich zmian, może da się to ocenić po paru latach.
Polacy z pewnością inaczej i bardziej potulnie reagują na posunięcia rządzących, niż choćby Anglicy. W UK podniesienie wieku emerytalnego spowodowało falę strajków i protestów które sparaliżowały kraj – u nas w tym samym czasie identyczna zapowiedź (plus parę „bonusów”) przeszła praktycznie bez piśnięcia.
Ostatnio nie mam czasu na oglądanie wiadomości, ale informacje podawane w związku z ekspose Tuska, gdzie zapowiedział szereg „rozwiązań” mających ratować polską gospodarkę, a uderzające w nasze kieszenie, były raczej polane sosem zrozumienia, akceptacji i nawet (co absurdalne) współczucia połączonego z podziwem. Nie usłyszałam jakoś zbyt wielu głosów sprzeciwu.
Nie wiemy jak Polacy zareagowaliby na to wszystko, nie przechodząc wcześniej solidnego prania mózgu, które ewidentnie nasiliło się po 10.04.
Na marginesie, odnośnie patriotyzmu, z ogromnym zaskoczeniem obserwowałam akcję PZPN, usunięcie polskiego godła z koszulek reprezentacji i zastąpienia go idiotycznym logo. Po co to było, zrozumiałam nieco później, kiedy Tusku w niezbyt pochlebnych słowach wypowiedział się o tym fakcie i poparł przywrócenie godła. Piękne posunięcie. Teraz będą z dumą opowiadać, jaki z niego wielki patriota, bo realnie robi coś dla Polski i dla naszych symboli narodowych…
Kingo! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku: dużo zdrowia, szczęścia, radości, samych sukcesów i spełnienia marzeń!
Pierwszy stycznia powinien nastrajać optymistycznie. Piękny, ciepły dzień – więc można było zrobić sobie trening nad Wisłą, aby zadbać o formę
Niestety, trochę ten dobry nastrój opadał, gdy widziałem znajome obrazki nad głową… Niezła dziś była akcja. Pełno tego chemicznego syfu…
Jak myślisz Kingo (może kiedyś pytałaś o to karty?) – czy nie ma już od tego odwrotu…? Wydaje się to być tylko kwestią czasu, kiedy w końcu „oni” osiągną swoje cele, ku którym dążą, za pomocą wielu różnych środków, które stosują… Zadania mają tym bardziej ułatwione, bo społeczeństwa w przeważającej większości „śpią”… Zresztą, w Twoim poście powyżej jak zawsze doskonale wszystko opisujesz… Bardzo lubię czytać Twoje teksty.
Jaka jest Twoja prognoza na najbliższy rok – dla Polski, UE, świata…? Jak z kolejną odsłoną „kryzysu”, który zgodnie z planami „trwa”? Czy już blisko do tego, aby padł system ekonomiczny (wtedy to już pewnie będzie „pozamiatane” przez inżynierów NWO)?
Czy mogłabyś kiedyś opisać, jak wróżysz? Tzn. czy zawsze potrzebujesz do tego kart, czy niekoniecznie musisz ich używać, aby „wejść w czyjąś energetykę” – i jaki jest zakres „czytania” kogoś w taki sposób – czy wystarczy np. data urodzenia, imię, zdjęcie (bez kart – jeśli to jest możliwe)…? Co sądzisz o channellingach? Swego czasu bardzo lubiłem czytać transkrypty sesji z Kasjopeanami (projekt z udziałem małżeństwa Jadczyków), na pewno je znasz – co mogłabyś np. o nich powiedzieć? Które przekazy uważasz za najbardziej „czyste”? Niektóre z nich to zupełna manipulacja (np. Projekt Cheops).
Pozdrawiam!
Witaj Wojtku!
Dziękuję za życzenia, również życzę Ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Nie, od dawna nie ma odwrotu przed tym, do czego dążą ci od NWO. Mają swoje projekty i będą je realizowali. To przecież jest ich własna piaskownica, ich zabawki i ich reguły gry, a nie nasze. Zbudują takie babeczki, jakie mają foremki i niczego im tu nie narzucimy.
My możemy wejść i bawić się razem z nimi, budując wspólnie to co chcą, albo walczyć, a wtedy zabawa polega na sypaniu piaskiem po oczach, nawalaniem łopatkami po głowach, oraz kłótni o wiaderka.
Trzeba raczej żyć bez angażowania się w cudze zabawy, piaskownice i cały ten cyrk. Wolność zaczyna się w nas. To prawda. Jeśli potrafi się dostrzec istnienie piaskownicy, to już dobrze, ale też jeszcze nie powoduje że jest się wolnym. Ruch przebudzonych, zazwyczaj bierze udział w sypianiu piaskiem w oczy, zamiast zająć się sobą, żyć, rozwijać własny potencjał. Oni w ferworze budzenia się, przestają zauważać, że nadal siedzą w tej piaskownicy (albo najlepszym wypadku stoją obok, tylko nie mogą oderwać wzroku od tego co tam się dzieje i żyją w rytm tego co się tam dzieje).
NWO nie jest czymś, co wydarzy się jutro, czy w jakiejś tam mglistej przyszłości. NWO jest faktem, tu i teraz. Było faktem wczoraj. Było faktem już sto i dwieście lat temu, tylko wtedy inaczej się definiowało i inaczej przejawiało w codzienności.
Zawsze była, jest i będzie jakaś siła, która buduje świat zewnętrzny i kieruje go w tę czy inną stronę.
W tzw. budzeniu się, nie chodzi o to, żeby z tymi siłami walczyć, tylko żeby nie być śpiącą owieczką, która kupuje każdy kit, jest tym czym jej każą i żyje tak jak jej każą.
Śpiące owieczki, których egzystencja zdana jest na łaskę i niełaskę panów, zawsze będą strzyżone, wykorzystywane i prowadzone tam, gdzie panowie zechcą ich zaprowadzić. Jeśli wybucha wojna, to śpiąca owieczka na hasło „do boju za wolność”, chwyta karabin i leci żeby owieczki z drugiej strony barykady odstrzeliły jej zadek. Jeśli ogłaszają kryzysy ekonomiczny, owieczka zaczyna trząść się o swoją przyszłość i przyjmuje wszelkie trudności jako JEJ prawdę i realność.
Śpiąca owieczka nie wie, że gdyby jednak była świadoma (prawdziwie wolna), mogłaby przeżyć cudzą wojnę nie doświadczając krzywdy i jeszcze ratując innych, choćby nawet znalazła się w centrum zawieruchy. (Z wojen które znamy, jest na takie scenariusze całkiem sporo przykładów! Nie wszyscy byli w obozach zagłady, nie wszyscy ucierpieli z powodu działań wojennych.)
Wolna jednostka bez względu na taką czy inną sytuację ekonomiczną, może zachować dobrą pracę i spać spokojnie, pomimo tego, że „wszyscy” mają problemy materialne. Jeśli akurat szaleńcy wypuszczą zarazę, żeby przetrzebić ludność, mentalnie zdrowy i wolny osobnik, znajdzie się w gronie tych, których to nie dotknie.
Konkluzja jest taka, że dla prawdziwie wolnego człowieka (czyli wolnego duchowo i mentalnie), żadni ONI, TAMCI, nie mają szansy zaszkodzić. Choćby zrobili piekło na ziemi, to będzie wyłącznie ICH piekło, piekło śpiących owieczek, plus tych co znajdą się mentalnie w tej samej piaskownicy.
Dlatego nie trzeba martwić się, że 95% ludzi to nieomal zombie i że ludzkość nie ma siły, ani świadomości, by coś zmienić.
Na cały świat przecież nie mamy bezpośredniego wpływu, ale mamy wpływ na siebie samych. Zawsze możemy żyć tak, jak chcemy. Nie pod dyktando NWO, komunistów, faszystów, czy kto tam akurat wypełznie i zechce rościć sobie prawo do kontroli umysłów.
Jeszcze nie miałam czasu, ani weny żeby sprawdzić.
Ale warto się zastanowić, czy aby na pewno jest szansa, że cały system ekonomiczny padnie. System ekonomiczny przecież jest bardzo ważnym elementem sprawowania kontroli, bo dzięki takim a nie innym mechanizmom generują fikcyjne długi i mają w garści świat. Gdyby ów system przestał istnieć, to tylko oni mieliby z tego powodu problem – bez pieniędzy oni nie mieliby władzy. Ludzie przestaliby płacić swoje raty i podatki, ale czy popadaliby z głodu? Z braku waluty, pewnie zacząłby się handel wymienny. Właściwie rozpad systemu finansowego nie jest na rękę towarzystwu z NWO, nic a nic!
Mogą za to bębnić i straszyć, że gospodarka się wali, ograniczać przy tym dostępność towarów, windować ceny i w ten sposób sprawić wrażenie że jest tak źle. Może na pokaz „zbankrutują” Grecję i ze dwa inne kraje.
Wątpię, żeby Polska miała znaleźć się w gronie „zbankrutowanych” na pokaz. Bo czy ktoś się dziwi i martwi, gdy kulawy się przewróci? Nie zrobiłoby odpowiedniego wrażenia.
Jeśli już, problemy pojawią się w jakimś ważnym kraju, uznawanym za solidny i bezpieczny. Hej, a może Wielka Brytania? W ubiegłym roku mieli już duże zamieszki. Może to była forma testu jak władze sobie poradzą, do czego posunął się obywatele i tak dalej?
O tym jak wróżę, oraz co sądzę o channelingach, raczej napiszę na dniach.
Pozdrawiam!
Witaj Kingo!
Przedstawiłaś świetną receptę na odnalezienie się i życie pośród tego całego cyrku pod nazwą NWO, który rozgrywa się nie od dziś i trwać będzie… Mnie najbardziej dobija taka świadomość bezsilności, życie wśród ludzi, którzy w zdecydowanej większości nie są w stanie ogarnąć choćby ewidentnych sposobów manipulacji względem nich na wielu płaszczyznach… Nie umieją nawet choć trochę pomyśleć, zastanowić się… Z reguły nie trafia do nich absolutnie nic pomimo wielu starań, by coś zrozumieli, skłaniania do myślenia, przedstawiania faktów, dowodów… To nie ma sensu, by coś komuś tłumaczyć na siłę, ten kto chce odkrywać prawdę – będzie to robił, szkoda tylko, że takich ludzi jest może procent, może kilka… Dla mnie w tym wszystkim ciekawym i dosyć dziwnym doświadczeniem jest „czucie” tego matrixu wraz z jednoczesnym obserwowaniem reakcji (czy raczej braku reakcji) ludzi, którzy żyją w totalnej niewiedzy i wszystko „łykają”… Czuję się taki mały jak oni lecz z jakąś tam świadomością całego odbywającego się przedstawienia, ale też jakbym przebywał tu jakoś przypadkiem, hmm… Choć wiem, że pewnie tylko bardzo niewielką część „tych” rzeczy, spraw znam…
Ach, jak dobrze by było mieć świadomość, ale jednocześnie nie angażować się aż tak w te wszystkie ich zabawy, które mogą nieźle przytłoczyć… Żyć obok tego, skupić się na własnym rozwoju… Czasami chyba łatwiej ma taka osoba, która nie ma świadomości tego, co się tak naprawdę dzieje…
Racja, system ekonomiczny i różne ich zagrywki w tej dziedzinie to świetna kontrola ich „poddanych”, nie na rękę byłoby dla nich, gdyby on padł…
Całkiem możliwe, że w Wielkiej Brytanii coś zacznie się dziać, było już tam przecież „gorąco”, zrobili małe „testy” – pora je będzie gdzieś znów wprowadzać w realu na szerszą skalę, w może jakiejś „udoskonalonej” formie…
Serdecznie pozdrawiam,
Wojtek
PS. Dziękuję za życzenia
Wojtku, warto rozważyć taką kwestię, że oczyszczając się, przerabiając swoje własne ograniczenia, rozwijając samoświadomość i budząc z matrixu, wpływamy nie tylko na siebie samych. W wielu mądrych przekazach dotyczących duchowości, pojawia się informacja, że kiedy rozwijamy się i stajemy lepsi jako jednostka, jednocześnie niwelujemy negatywne programy dotyczące całej ludzkości. Uzdrawiając siebie, uzdrawiamy świat!
Wychodzi więc na to, że ci śpiący, nieświadomi i nie rozwijający się, nie potrzebują naszego szturchania i krzyków „zbudźcie się matoły”, (co z resztą jak zauważyłeś i tak nie przynosi efektów).
Pracując nad sobą, wywołujemy rezonans w niematerialnym obszarze. (Polu morfogenetycznym?) Ci śpiący, oraz wszystkie następne pokolenia, chcąc nie chcąc dostają zupełnie nową informację, zmienia się struktura ich rzeczywistości.
Kluczem do pozytywnej zmiany świata, jest rozwijanie samego siebie. W myśl tych przekazów, jeśli nasza świadomość osiągnie pewien etap – choćby uodpornimy się na przykład na pranie mózgu serwowane przez massmedia, to reszta ludzi również staje się nieco mniej podatna na te manipulacje, łatwiej je dostrzega. Nie dzieje się to od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale staje się.
Tak Kingo, wspaniale to wszystko ujęłaś, kiedyś kilka razy gdzieś czytałem o podobnym spojrzeniu na „budzenie się”, poszerzanie swojej świadomości, rozwój i wpływaniu przez to na siebie, innych ludzi, świat, przyszłe pokolenia… Martwi mnie tylko, czy to aby nie odbywa się wielokrotnie wolniej niż powinno (niż tego potrzebujemy, szczególnie w obecnych czasach) – w obliczu tego, co na naszej Ziemi się rozgrywa, jak szybko postępuje, w jakim kierunku idzie…? To jest i tak wspaniałe, że moc ludzkiego umysłu jest tak wielka, niezwykła i nie zna praktycznie żadnych granic – ale w przypadku obecnego tempa zmian, czy poradzi sobie na tyle, aby ostatecznie wygrała ta „właściwa drużyna”…? Czy wierzysz w to, Kingo?
Wojtku, polecam Ci zapoznanie się z tym, co mówi Gregg Braden.
Rozwianie wątpliwości gwarantowane.
Kolejny filmik, który trzeba obejrzeć (prawie godzinka): http://www.youtube.com/watch?v=dAzLG51NIPs
Pozdrawiam ciepło!